Świat Campera


Idź do treści

Weekend na jurze

Camperem przez Polskę

Weekend na Jurze.


Mstów, Olsztyn, Złoty Potok, Mirów, Bobolice i Siamoszyce

Tym razem proponujemy weekendowy wypoczynek na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej.
Większości kojarzy się ona z zamkami "Orlich Gniazd" i słusznie. Ale oprócz zamków jest tu wiele miejsc, które urzekną nas swoim pięknem, przyrodą i historią.
Proponujemy rozpocząć od obecnie mało znanej gminy, Mstów. Możemy zatrzymać się na campingu FLOW CAMP Kuśmierki 15, 42 -244 gm. MSTÓW, Telefony 726 100 571 / 603 720 520 Email: kamping@flowcampprzyczepy.eu / recepcja@flowcampprzyczepy.eu http:// www.flowcampprzyczepy.eu/Kontakt.html
Gmina a niegdyś miasto Mstów nie raz w historii naszego kraju odgrywało ważną rolę.
Pierwsza wzmianka o Mstowie pochodzi z 1193 roku. Była to wówczas własność kanoników regularnych laterańskich na Piasku we Wrocławiu. Prawdopodobnie na początku XIII wieku założono w Mstowie klasztor. W 1220 roku w łacińskim dokumencie biskupa krakowskiego Iwo Odrowąża wydanym w Krakowie miejscowość wymieniona jest w formie Mstovia oraz Msthow. W 1279 roku wieś uzyskała od Bolesława Wstydliwego prawa miejskie średzkie jako jedyna w tym rejonie. Okres świetności i rozwoju Mstowa przypadł na XII/XIII wiek, kiedy przebiegał tędy szlak handlowy z Krakowa, przez Lelów, do Wrocławia, z dogodnym brodem na Warcie. Nad jej brzegami powstały komory celne, a w samym Mstowie regularnie organizowano targi. Wytyczony wówczas rynek i ulice do dziś zachowały średniowieczny układ. W Mstowie istniały cechy rzemieślnicze. Miasto zdobywało kolejne przywileje i prawa targowe. W tamtych latach Mstów liczył pół tysiąca mieszkańców i słynął z produkcji doskonałej jakości wełny. Ale na Mstów przyszły i te złe czasy, najpierw został zniszczony i złupiony przez Szwedów, a później został podzielony między dwa zabory, ruski i pruski. A po powstaniu styczniowym w 1863 roku, za to, że mieszkańcy Mstowa masowo do niego przystąpili, w ramach odwetu miasto utraciło już bezpowrotnie prawa miejskie.
Ale Mstów ma coś, co człowiek nie zdołał mu odebrać, to położenie w przepięknej malowniczej okolicy urzekającej swoją przyrodą i przełomem Warty. Zaniedbywane w okresie PRL-u, gdy więcej w nim niszczono niż robiono, tak było z dworem i parkiem podworskim, gdy zniszczono je by na ich miejscu pobudować budynek urzędu gminy, to obecne władze próbują przywrócić Mstów do jego dawnej świetności. Naprawdę warto tu teraz zajrzeć i skorzystać z atrakcji turystycznych i nacieszyć wzrok pięknem przyrody.
Wielką zaletą Mstowa jest jego malownicze położenie nad przełomem Warty. Z jego uroków korzystają kajakarze, wędkarze i spacerowicze. Tutaj też ostatnio powstały rozległe tereny rekreacyjno-sportowe o powierzchni pięciu hektarów. Tereny te ciągną się od budynku Urzędu Gminy, wzdłuż brzegów Warty, aż po zbiornik Tasarki. Obejmują również legendarną Skałę Miłości oraz Górę Szwajcera. Tworzą je m.in. ścieżki spacerowe i rowerowe a z platformy widokowej na Górze Szwajcera możemy podziwiać rozległą panoramę, Mstowa i Wancerzowa, a stąd możemy się udać jedną z alejek wśród sosnowego lasu nad brzegi zbiornika Tasarki. Jest on zasilany wodą źródlaną, posiada piaszczyste plaże, jest to doskonałe miejsce do pływania dla dorosłych i dzieci i do letniego wypoczynku. Ale oprócz wspaniałego wypoczynku w otoczeniu malowniczej przyrody Mstów szokuje też swoimi zabytkami. Warto zobaczyć samo miasteczko, gdzie zachowały się jeszcze zabytkowe kamienice, dzielnicę zabytkowych stodół i wręcz należy odwiedzić klasztor Zakonu Kanoników Regularnych położony na lewym brzegu Warty, którego historia wywodzi się od roku 1220. Starsi mieszkańcy opowiadają o tajemniczych lochach, które ponoć miały prowadzić aż do zamku w Olsztynie.




A my, co prawda nie lochami, ale naszym kamperem pojedźmy obejrzeć ten niegdyś olbrzymi i piękny zamek, dziś stanowiący malowniczą ruinę zamierzchłych rycerskich czasów.
Możemy zatrzymać się w gospodarstwie agroturystycznym u Pana Kieras Jerzy ul. Polna 77 tel. (034) 328 53 70 kom. 0 698 863 239, http://www.jura.tur.pl/kieras/ Możemy tu spokojnie postawić swojego kampera a do dyspozycji mamy umywalnie z natryskami, gorącą wodą i toaletą.
Albo na polu namiotowym "Brzozowy zakątek" u Pani Gil Teresy, ul. Polna 49
Tel. (034) 32 854 65 po godz. 20.00, tel. kom. 0506 636 386, gillukasz@poczta.onet.pl
http://www.jura.turist.pl/polenamiotowe/ a tak właściciele opisują swój Brzozowy zakątek:
W naszej ofercie znajduje się przyzagrodowe pole namiotowo - campingowe z osobnym kompleksem sanitarnym.

Istnieje możliwość biesiadowania przy ognisku, grilowania oraz miłego wypoczynku w zacisznym zagajniku sosnowym.
Nasze pole namiotowe znajduje się w bliskim sąsiedztwie lasu gdzie panuje cisza i spokój a zarazem jest położony niedaleko rynku w Olsztynie około 600m, do zamku 1 km a do Częstochowy około 8km.
Dużą popularnością cieszą się wycieczki piesze i rowerowe gdzie specjalnie do tego typu wypoczynku zostały zaprojektowane i wykonane.
Więc udajemy się na taką wycieczkę.
Historia Olsztyna sięga XIV wieku.
W 1488 roku z rąk Kazimierza Jagielończyka Olsztyn otrzymał prawa miejskie i przyjął nazwę Olsztynek. Ważnym momentem w historii Olsztyna było nadanie w 1532 roku prawa do jarmarków i targów, co wpłynęło na jego dalszy rozwój. Olsztyn przez kilka wieków stanowił centrum administracyjno - sądownicze dla całego regionu. Miasto coraz prężniej się rozwijało aż do najazdu wojsk Maximilliana Habsburga w 1587 roku, a niecały wiek później w latach 1655-56 wojsk szwedzkich, co doprowadziło je do powolnego upadku. Pożar, jaki wybuchł w roku 1719 całkowicie zniszczył miasto, po którym już nigdy nie powróciło do swojej świetności. Ze względu na niewielkie rozmiary miejscowość utraciła swój status i decyzją administracji rosyjskiej w 1870 roku odebrano jej prawa miejskie.
W Olsztynie po dzień dzisiejszy zachował się zabytkowy układ ulic, z częściowo drewnianą zabudową. Znajduje się tu także zbudowany w stylu późnego baroku kościół parafialny pod wezwaniem Św. Jana Chrzciciela. Ale największą atrakcją turystyczną gminy są ruiny zamku, którego powstanie datuje się na początki XIV w. i do nich się udajemy.
Pierwsza wzmianka o "zamku Przymiłowice" (późniejszym Olsztynie) pochodzi z 1306 roku. Wzniesiony został na miejscu wczesnośredniowiecznego grodu, który z inicjatywy króla Kazimierz Wielki w latach 1349-59 został rozbudowany do największego w okolicy zamku obronnego, dla obrony pogranicza śląsko-małopolskiego. W 1396 r. zamek został zabrany z rąk księcia opolskiego przez króla Władysława Jagiełłę, który zdobył go po tygodniowym oblężeniu. W XV wieku był wielokrotnie najeżdżany przez wojska książąt śląskich a w 1587r przez arcyksięcia Maksymiliana Habsburga jednak nigdy nie zdobyty. Z tym oblężeniem wiąże się legenda o staroście olsztyńskim Kacprze Karolińskim. W 1370 r. król Ludwik Węgierski przekazał Olsztyn z ziemią wieluńską w lenno swemu siostrzeńcowi, księciu opolskiemu Władysławowi Opolczykowi za popieranie swych planów dynastycznych jako przykład niezwykłego męstwa, dzielności i poświęcenia. Miał on ośmiu synów, z których siedmiu zmarło lub zginęło w wojnach. Najmłodszy syn był jeszcze niemowlęciem, kiedy w 1587 r. pod mury zamku olsztyńskiego podeszły
wojska arcyksięcia austriackiego Maksymiliana Habsburga, pretendenta do tronu polskiego po śmierci Stefana Batorego. Arcyksiążę miał w Polsce więcej wrogów aniżeli przyjaciół tak, więc każdy kolejny zwolennik był na wagę złota. Maksymilian wyprawił do starosty olsztyńskiego posła z żądaniem poddania zamku, oferując w zamian godność senatora, pozostawienie starostwa i wiele innych przywilejów. Ten jednak ofertę arcyksięcia odrzucił. Maksymilian postanowił, więc wykorzystać słaby, jak sądził, punk starosty. Na czele atakujących wojsk wysłał piastunkę z synem starosty na rękach. Obrońcy rozpoznali piastunkę i niemowlę i zawahali się, co wojska Maksymiliana skwapliwie wykorzystały, zbliżając się niebezpiecznie do zamku. Karliński zawahał się tylko na chwilę, po czym wyrwał z rąk jednego z puszkarzy lont i wystrzelił. Po chwili grzmiały już wszystkie działa. Kiedy wrzawa ucichła a dym się rozproszył Karliński ujrzał martwe ciała piastunki i syna oraz umykające siły arcyksięcia, który w obliczu takiego poświęcenia zrezygnował z dalszego oblężenia i ruszył ku Krakowowi. Zamek został obroniony, ale wraz z rozwojem i ulepszaniem technik wojennych maleje znaczenie obronne i strategiczne położenia budowli a zamek powoli tracił swoje znaczenie. Jego kres przyszedł z potopem szwedzkim. Ta niezdobyta twierdza padła dopiero w roku 1656 pod naporem wojsk Szwedzkich i od tego czasu zamek zaczął podupadać w ruinę służąc jako źródło budulca dla okolicznych mieszkańców.
Zamek w czasach swojej świetności miał też niechlubną kartę z czasów, gdy na zamku panował szlachcic parający się zbójectwem, o czym opowiada jeszcze jedna legenda.
Głodowa śmierć Maćka Borkowica
Maćko Borkowic herbu Napiwon wojewoda poznański już jako młody szlachcic zaskarbił sobie łaski panującego wtenczas Kazimierza Wielkiego i często uczestniczył w ważnych misjach dyplomatycznych. Jednak, kiedy po zawiązaniu konfederacji w 1352 r. przez zbuntowanych panów wielkopolskich stanął na ich czele, nie pomogły żadne względy i został skazany na banicję. Po krótkim jednak czasie za pozwoleniem króla wrócił ze Śląska, gdzie się wprzódy schronił, lecz o posłuszeństwie już nie myślał. Wpierw zaczął dawać schronienie różnego rodzaju złodziejom i rozbójnikom, by później stanąć na ich czele. Król z szacunku dla jego ojca, napominał i karcił go łagodnie a następnie tracąc cierpliwość zmusił do złożenia przysięgi na wierność i posłuszeństwo. Maćko jednak przysięgi nie zamierzał dotrzymać. Zniecierpliwiony król rozkazał, więc pojmać go i spuścić do podziemi olsztyńskiego zamku. Niewiele sobie z tego robiąc Maćko kpił sobie z króla i wszelkich kar czy tortur. Król, zatem dostosował się do jego "życzeń", nie skazując go na tortury czy też głód, polecił zamknąć go w podziemnej trumnie, lecz karmić i poić codziennie. Tak, więc raz dziennie wieko prowadzące do podziemi unosiło się a więzień otrzymywał wiązkę słomy i czarkę wody. Niepokorny młodzieniec przez 40 dni konał w mękach, wyjadając własne ciało.
Od tego czasu przy pełni księżyca słychać dochodzące z podziemi odgłosy, które pierwotnie głuche i trudne do określenia z czasem stawały się coraz wyraźniejsze. Ponoć do dziś słychać pojękiwania i brzęk kajdan a po zamku w ten czas snuje się cień barczystego szlachcica z sumiastym wąsem.
Chętni do spotkania ze szlachcicem w księżycową noc pozostają na polu kempingowym, a my jedziemy do Złotego Potoku.

Złoty Potok położony jest w gminie Janów. Gmina jest niezwykle atrakcyjna turystycznie. Jest tutaj wszystko, co zapewnia wspaniały wypoczynek, a więc: przepiękne lasy, krystalicznie czysta woda, malownicze ostańce o fantastycznych kształtach, świeże, pachnące żywicą powietrze oraz niezapomniane krajobrazy jurajskie. Wśród wzniesień niezwykle urokliwa jest dolina rzeki Wiercicy, biorącej tutaj swój początek u źródeł Elżbiety i Zygmunta. Dla zachowania najpiękniejszych miejsc utworzono cztery rezerwaty przyrody: "Parkowe", "Kaliszak", "Bukowa Kępa" i "Ostrężnik" wchodzące w skład Zespołu Jurajskich Parków Krajobrazowych. Prawdziwą perłą jest wieś Złoty Potok i jego okolice, związane z poetą polskiego romantyzmu Zygmuntem Krasińskim. W klasycystycznym dworku Krasińskich z 1829r mieści się obecnie muzeum biograficzne naszego wieszcza. Obok dworku na terenie parku znajduje się pałac Raczyńskich, a w nim siedziba Jurajskich Parków Krajobrazowych.
W Złotym Potoku znajduje się jedna z najstarszych na kontynencie europejskim wylęgarnia pstrągów, prowadząca w dalszym ciągu działalność i handlująca pstrągiem. Na górze Ostrężnik położone są ruiny jednego z najbardziej tajemniczych zamków na jurze. U jego stóp biją źródła, które dają początek okresowej rzece o nazwie Ostrężnicki Potok. Stale bijące źródła Elżbiety i Zygmunta oraz źródła Miłości i Marzeń przyciągają turystów wybornym smakiem krystalicznie czystej wody jurajskiej. Malowniczo położone stawy "Sen Nocy Letniej", "Amerykan", "Guców" czy "Irydion" dopełniają piękna krajobrazu.
Teren obfituje w jaskinie, które warto zobaczyć. Do najciekawszych należy Jaskinia Ostrężnicka i Jaskinia Niedźwiedzia, w której znaleziono kości największego niedźwiedzia jaskiniowego. Nie można również pominąć atrakcyjnych w formie ostańców Diabelskich Mostów, to ostaniec skalny nazwany tak przez Zygmunta Krasińskiego. Hrabia Krasiński nakazał wybudowanie pomiędzy wierzchołkami skał wiszących mostków. Przetrwały one do lat 60. XX w. Wysokie, osiągające 15 m bloki skalne porozcinane są głębokimi szczelinami. To ciekawe miejsce wiąże się z pewną legendą. Według niej w te skalne szczeliny wpadł diabeł i zaklinował się w nich, wypatrując Twardowskiego na księżycu. Jedna z wewnętrznych skał przypomina kształtem głowę diabła. Aby nie wpaść z powrotem, diabeł wyczarował na szczycie skał mosty. Drugim jest brama Twardowskiego jest to skalny ostaniec będący bramą do lasów Złotopolskich. Symbol terenu północnej Jury nazwany tak przez Zygmunta Krasińskiego. Ostaniec związany jest z legendą o czarnoksiężniku Twardowskim, który dosiadając koguta odbił się od skały i poszybował na Księżyc, wybijając w wapieniu dziurę.

Udajmy się do malowniczo położonego pałacu w parku, przy stawie Irydion nazwanym tak przez poetę Krasińskiego. Pałac Raczyńskich powstał w 1856 r. i został zbudowany przez Wincentego Krasińskiego. Pierwotnie w tym miejscu stał dwór obronny, zbudowany najprawdopodobniej w 1581 r., później kilkakrotnie przebudowany. Zmieniali się też jego właściciele. Dwór, nazywany już zamkiem, następny właściciel Jan Koryciński odsprzedał w 1625 r. Stanisławowi Koniecpolskiemu, który przekazał go swemu bratankowi Janowi Koniecpolskiemu, założycielowi Janowa. Kolejnymi właścicielami zamku byli Potoccy, a następnie - z nadania carycy Katarzyny II - przejęli go książęta Kurlandzcy, Bironowie, którzy nie mieszkali w Potoku, przez co zamek zaczął popadać w ruinę. Dopiero w 1851 r. dobra złotopotockie zakupił generał hr. Wincenty Krasiński i on przebudował w 1856 r. zamek na rezydencje pałacową w stylu pseudoklasycystycznym z elementami neorenesansowymi. Ale cały czas stał pusty do czasu, gdy sprowadziła się tutaj starsza córka Zygmunta Krasińskiego - Maria Beatrix, która wyszła za mąż za hr. Aleksandra Raczyńskiego. Pałac został wtedy znowu wyremontowany i wyposażony w meble, obrazy i sprzęty. Następnym gospodarzem pałacu był Hrabia Karol Raczyński. Kazał on w latach 1903-1905 pałac gruntownie przebudować jako swoje gniazdo rodzinne gdzie zamieszkał razem ze swoją żoną Stefanią Czetwertyńską.
Front zwrócony na zachód zdobi pięcioosiowy ryzalit, zakończony trójkątnym przyczółkiem z kartuszem herbowym. W północnym skrzydle znajdowała się romantyczna wieża, którą ze względów strategicznych rozebrano w połowie 1939 r. Przed portykiem zdobiącym główne wejście do pałacu ustawione są dwa marmurowe lwy, podtrzymujące tarcze z herbami.
W 1944 r. wysiedlili rodzinę właścicieli do Częstochowy, aby nie widzieli dokonywanej kradzieży. Najcenniejsze elementy wyposażenia pałacu Niemcy wywieźli w 1945 r. Resztę zniszczyli po wkroczeniu Rosjanie.
Po wojnie władze komunistyczne zabroniły Raczyńskim powrotu do Złotego Potoku pod groźbą aresztu, a dobra złotopotockie zostały rozparcelowane jako pierwsze w kraju. Ostatni właściciel Złotego Potoku, hr. Karol Raczyński, wnuk Zygmunta Krasińskiego zmarł w nędzy. W pałacu mieściło się najpierw Technikum Rolnicze, później Wojewódzki Ośrodek Postępu Rolniczego, a następnie oddział Zespołu Parków Krajobrazowych.

Przejdźmy się teraz do dworku Zygmunta Krasińskiego
Dworek w Złotym Potoku najprawdopodobniej został zbudowany w 1829 r. przez Stanisława Leskiego, siostrzeńca poprzedniego właściciela Potoka, Michała Pruszaka herbu Leliwa, pułkownika wojsk napoleońskich. W 1839 r. jako właściciel Potoku figurował już pułkownik Feliks Skarżyński, a w rok później, w 1840 r., dobra potockie kupił na licytacji kapitan Cyprian Pintowski.

Zygmunt Krasiński, wielki poeta polskiego romantyzmu, przebywał na Jurze trzykrotnie. Po raz pierwszy 12 października 1849 r. wraz z żoną, Elizą z Branickich, i ojcem hr. generałem Wincentym Krasińskim złożył wizytę na Jasnej Górze i zwiedzał okolice Częstochowy. Jura tak się spodobała Krasińskim, że w 1851 r. ojciec Zygmunta nabył dobra złotopotockie od Cypriana Pintowskiego. Zygmunt odwiedził Potok 16 grudnia 1852 r. Na dłużej poeta przyjechał do dworku wraz z rodziną latem 1857 r. 12 września 1857 r. w Potoku zmarła najmłodsza córka Zygmunta Krasińskiego - 4-letnia Elżbietka. Po tej tragedii poeta wyjechał do Paryża i nigdy już nie powrócił do kraju.
Dworek jest budowlą parterową, zbudowaną w stylu klasycystycznym na planie prostokąta o dziewięcioosiowej elewacji frontowej, z gankiem wspartym na dwóch parach kolumn toskańskich. Budynek kryty dachem naczółkowym, pobity gontem. W 1952 r. po pożarze wnętrze zostało przebudowane, z zachowaniem układu dwutraktowego, a schody na poddasze przeniesione z zewnątrz do środka. Dworek służył wtedy jako budynek mieszkalny dla nauczycieli Technikum Rolniczego zlokalizowanego w pałacu Raczyńskich.

Obecnie w dworku mieści się Muzeum Zygmunta Krasińskiego, gdzie eksponowane są przedmioty osobistego użytku poety, meble
pałacowe, obrazy i pianino marki Erard, wybrane w Paryżu przez Fryderyka Chopina dla muzy poety - Delfiny Potockiej. Przed dworkiem znajduje się staw, nazwany przez poetę "Irydion". W parku zachowało się sporo starych, pomnikowych drzew, w tym m.in. robinia biała o obwodzie pnia 460 cm, modrzew japoński, dąb szypułkowy odmiany zwisającej, tulipanowiec amerykański, wiąz turkiestański i in.
Na zakończenie naszego pobytu w Złotym Potoku zajrzyjmy jesz do zabytkowego młyna Kołaczew. Jeden z wielu drewnianych młynów wodnych, które niegdyś stały nad rzeką Wiercicą. Nazwa młyna wzięła się od "kołaczenia", czyli charakterystycznego dźwięku, jaki przez wieki wydawało koło wodne w czasie pracy. Napędzany obecnie energią elektryczną młyn jest jednym z najstarszych w miejscowości Złoty Potok. Źródła historyczne podają, iż w roku 1473 młyn z młynarzem Piotrem Palisem należał do Piotra Potockiego herbu Szreniawa. Stojący do dziś młyn Kołaczew stanął w 1807 roku, na miejscu wcześniejszego, jako młyn należący do dworu i pracujący na jego potrzeby. Po II wojnie światowej zakład został objęty ustawą nacjonalizacyjną i przejęty w użytkowanie przez Gminną Spółdzielnię Produkcyjną. W latach 50. zdemontowano stare koło wodne a młyn przerobiono na zasilanie elektryczne. Obecnie młyn jest w dzierżawiony przez prywatnego właściciela. Urokliwe położenie wpływa na wyobraźnię i przybliża klimat panujący w tym miejscu przed wiekami. Młyn znajduje się na śląskim szlaku architektury drewnianej.

Opuszczamy Złoty Potok i jedziemy zwiedzić dwa niegdyś niemal bliźniacze zamki nie tylko ze względu na bliskość położenia i historię, ale i wspólną legendę.
Jedziemy niezbyt szeroką asfaltową drogą mijając, co pewien czas wapienne skały, wśród przepięknie ukształtowanej pagórkami i wąwozami ziemi Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Dojeżdżamy do niewielkiej, liczącej może ponad 150 mieszkańców wsi, nad którą niegdyś trzymał pieczę zamek Mirów.
Nad polaną, na której możemy zostawić naszego kampera wznoszą się potężne i wysmukłe ruiny zamku.
Zamek powstał na czubku wzgórza, na potężnej wapiennej skale. Do jej kształtu dopasowany został zewnętrzny zarys kamiennej budowli, przy czym wieżę umieszczono w najwyższym punkcie, a mury okalające zamek znajdują się znacznie niżej. To wśród nich prowadziła, najpierw przez fosę, potem dookoła skały, droga dojazdowa do zamku.
Pierwsze wzmianki o miejscowości datowane są na XIII wiek. W tymże wieku Mirów jako osada obronna został zniszczony przez Tatarów. W późniejszym okresie zbudowany został w niej murowany zamek przez Kazimierza Wielkiego. Został on rozbudowany przez rodzinę Myszkowskich, którzy otrzymali go od Kazimierza Jagiellończyka pod koniec XV wieku.
Ród Myszkowskich, systematycznie rozbudowuje zamek i ściśle się z nim związuje nadając mu rangę rodowej siedziby. Od 1600 roku
Myszkowscy tytułowali się margrabiami na Mirowie. Na przełomie XVI i XVII wieku zamek podupadł, bo Myszkowscy opuścili go i przenieśli się do wygodniejszej siedziby koło Pińczowa, której też nadali nazwę "Mirów". Opuszczony zamek przez Myszkowskich popada w ruinę. Doszczętnie niszczą go Szwedzi za panowania Jana Kazimierza. Sobieski idąc przez Mirów pod Wiedeń już nie zatrzymał się na zamku, musiał nocować w namiocie pod zamkiem. W połowie XVIII wieku zamek i dobra mirowskie nabyli Męcińscy z Kurozwęk, którzy chcieli odrestaurować zamek i w nim zamieszkać. Jednak odstąpili od tych planów a mirów przechodząc z rąk do rąk popadał w coraz większą ruinę. Zamek należał wraz z sąsiednim zamkiem, Bobolice do systemy warowni zwanych "Orle Gniazda" chroniących Rzeczpospolitą od strony Śląska.
Obecnie zamek jest własnością prywatną w rękach rodziny Laseckich i prowadzone są prace przed jego rekonstrukcją i odbudową tak jak zamek Bobolice. Planowany termin oddania zamku dla turystów to 2017 rok.
Pojedźmy, więc zobaczyć jak rodzina Laseckich z podobnych ruin jak zamek Mirów przywróciła do świetności zamek Bobolice.
Ta Jurajska skalna twierdza z białego miejscowego wapienia została założona na znacznie wyższym wzgórzu Mirów, którego wysokość sięga aż 380 m. Wzgórze to również wieńczą wapienne skały, ale zamek obejmuje teren także poza nimi.
Pierwotnie zajmował on tylko centralną część wzniesienia. Na najwyższym, północnym cyplu stała cylindryczna wieża, obok niej mieścił się budynek mieszkalny. Prawdopodobnie w XV wieku system obronny wzmocniły półkoliste baszty. Do zamku wysokiego przylegało od strony południowej i od zachodu przedzamcze, do którego wjazd prowadził wschodnim stokiem wzgórza. Przedzamcze to opasano murem obronnym, całość zaś otaczała sucha fosa, nad którą zapewne przerzucono zwodzony most prowadzący do piętrowej wieży bramnej. W zamkowych przyziemiach umieszczono kuchnię z windą, którą transportowano jadło na górne piętra, piekarnię, spiżarnię i skarbiec, piętra zaś przeznaczono na izby mieszkalne i reprezentacyjne komnaty.
Zamek w Bobolicach zbudowany został w połowie XIV wieku z inicjatywy Kazimierza Wielkiego jako kolejna warownia strzegąca południowej granicy Państwa Polskiego.
W roku 1370 zamkiem władał Władysław, Opolczyk który Bobolice oddał w dzierżawę Węgrowi, Andrzejowi Schoeny z Barlabas. Dzierżawca twierdzy, spiskował na boku z Zakonem Krzyżackim, przeciw polskiej koronie, najeżdżał miasta i kupców z towaru łupił, co
sprowokowało, że Władysław Jagiełło w 1396 najechał ziemie Opolczyka i zbrojnie zagarnął zamek wraz z okolicznymi włościami. Pod koniec XIV oraz w XV wieku zarządzali nim m.in. Szafrańcowie, Trestkowie, Krezowie, a później również Chodakowscy, Męcińscy i Myszkowscy. Początki jej upadku datuje się na 1587 rok, w którym najechał i zdobył ją pretendent do polskiego tronu Maksymilian Habsburg. O wiele gorzej z zamkiem obeszli się żołnierze szwedzcy, zajmując go i paląc w roku 1657. Od tego czasu następowała szybka degradacja królewskiej warowni. W roku 1683 jego stan był już tak zły, że ciągnący ze swymi wojskami pod Wiedeń Jan III Sobieski podczas postoju w Bobolicach wolał spędzić noc pod namiotem, niż ryzykować nocleg w bardzo zniszczonym już budynku. W XVIII wieku zrujnowany zamek kupili Męcińscy z zamiarem (jak się później okazało niezrealizowanej) odbudowy. W 1882 ziemię, na której stałe opuszczone już mury, w wyniku parcelacji otrzymała miejscowa chłopska rodzina Baryłów. Ich spadkobiercy po długich sporach sądowych w 1999 odsprzedali ruinę byłemu senatorowi RP Jarosławowi Laseckiemu, który podjął się pełnej jej rekonstrukcji. Dokonano wielkim zmian, w efekcie, których z niewielkich fragmentów rozsypujących się murów porośniętych dzikimi krzakami i winoroślem odrodziła się na nowo średniowieczna królewska warownia. Przy rekonstrukcji wykorzystano odnalezione podczas wykopalisk archeologicznych fragmenty oryginalnej kamieniarki.
Starano się jak najdokładniej przywrócić warowni jej pierwotny wygląd, czego przykładem może być charakterystyczny wykusz widniejący na wschodniej ścianie, kryjący w sobie autentyczną, zamkową latrynę, która oryginalnie znajdowała się w tym miejscu. Kiedyś podobnych wykuszy było na Zamku więcej, dokładne położenie udało się jednak ustalić w stu procentach tylko w przypadku tego jednego.
Obecnie zamek został udostępniony turystom, w jego murach powstaje muzeum oraz centrum obsługi ruchu turystycznego. U podnóża zamku zlokalizowane są hotel oraz restauracja specjalizująca się w tradycyjnej, jurajskiej kuchni. Pod jego murami znajduje się także "Popas rycerski" - miejsce, w którym można odpocząć, zorganizować rodzinny piknik, a także posilić się przygotowywanymi tu potrawami.
Zamek ma też swoją piękną a zarazem okrutną legendę:
Przed wielu laty położone po sąsiedzku zamki Bobolice i Mirów były własnością dwóch braci. Żyli obaj dostatnio, gromadząc w łączącym zamki podziemnym tunelu skarby przywiezione z wypraw wojennych. Tych skarbów strzegł zły duch wcielony w wielkiego psa bernardyna. Bracia doskonale się rozumieli i gotowi byli zrobić dla siebie wszystko. Do czasu, gdy jeden z nich wyjechał na wyprawę wojenną, z której przywiózł piękną brankę Agnieszkę, którą chciał mieć ją tylko dla siebie. Nakazał służbie i złemu duchowi pilnowanie i niedopuszczanie do niej nikogo. Piękną dziewczyną bardzo zainteresował się drugi brat. Pan na Mirowie, zaczął często odwiedzać Bobolice i adorować dziewczynę. Ponieważ zarówno służba jak i zły duch traktowali go jak swojego pana, zaczął się z nią potajemnie spotykać aż rozkochał Agnieszkę w sobie. Pan Bobolic często wyjeżdżał na wyprawy i wtedy kochankowie spotykali się bez przeszkód, aż do czasu, gdy brat niespodziewanie powrócił i przyłapał kochanków w sytuacji niedwuznacznej. Cudna Agnieszka szybko wylądowała zamknięta w podziemiach obok skarbu pilnowana przez bernardyna. Złość tak bardzo drążyła pana Bobolic, że w końcu zamordował brata, a dziewczynę zamurował w lochach zamku. Po tej zbrodni nie mógł jednak zagłuszyć wyrzutów sumienia - bratobójstwo ciążyło na nim jak przekleństwo. Z czasem popadł w alkoholizm i razu pewnego, gdy topił zmartwienia w winie, rozszalała się burza, a jedyny piorun, jaki wtedy wyrwał się ze skłębionych chmur, poraził go i zabił. Niewierna branka pozostała w lochach, gdzie nadal strzeże jej zły duch wcielony w wielkiego psa bernardyna odstraszający każdego śmiałka, który chciałby uwolnić nieszczęsną dziewczynę. Od tamtej pory w księżycową noc można usłyszeć cichy płacz pięknej branki, a na murach zobaczyć przechadzającego się pana Mirowa zakochanego w Agnieszce. Gdy on pojawia się na murach z lochu zaczyna dochodzić złowrogie wycie bernardyna.

Pozostając na noc w naszym kamperze u stóp zamku, możemy usłyszeć cichy płacz a gdy na murach pojawi się zjawa nocną ciszę zakłuci złowrogie wycie psa.
Dla tych, którzy postanowiliby zatrzymać się na dłużej przy zamku i zwiedzić inne atrakcje Bobolic, jest możliwość zatrzymania się na polu namiotowym przy gospodarstwie agroturystycznyn "Pod zamkiem" u Małgorzaty Rolando Bobolice 3 tel. 034 3151036 / 0 691 389 935 e-mail: malgorzatarolando@interia.pl
Gospodarze gwarantują dostęp do trzech łaźni z natryskami (cały czas bieżąca ciepła woda) a na polu namiotowym dostępem do bieżącej wody, energii elektrycznej, lodówki oraz miejsca na ognisko. http://www.jura.turist.pl/podzamkiem/index.html
Na tym zakończymy pobyt w Bobolicach i po nocy pełnej wrażeń z duchami proponujemy wypoczynek nad zalewem w Siamoszycach.

Zalew zlokalizowany na rzece Krztyni. Zbiornik przepływowy, powierzchnia 20ha, zorganizowane kąpielisko dopuszczone do kąpieli, rekreacji i uprawiania sportów wodnych. Powierzchnia łącznie z plażami 23,88ha.
Nad zalewem położony jest Ośrodek Wypoczynkowy Ciechan-Zdrój z campingiem i polem również dla kamperów ( http://www.siamoszyce.pl/index1.php?go=camping)
Ośrodek "Ciechan Zdrój"
Siamoszyce
Recepcja tel. (34) 315 56 56 e-mail: osrodek@siamoszyce.pl
Ośrodek Wypoczynkowy Ciechan - Zdrój nad zalewem w Siamoszycach leży w gminie Kroczyce w jednej z najatrakcyjniejszych części Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Występują tu ostańce skalne, ruiny średniowiecznych warowni, jaskinie, malownicze trasy i szlaki turystyczne wiodące przez najpiękniejsze rejony Jury. Jest to również teren obfitujący w owoce leśne, przede wszystkim w grzyby
Ośrodek proponuje dla gości chcących wypocząć w bliższym kontakcie z naturą pole namiotowe usytuowane w lesie sosnowym na ponad 300 namiotów oraz stanowiska do przyjmowania przyczep campingowych i camperów. Do dyspozycji gości są: sanitariaty, natryski, wyznaczone miejsca na ogniska i grillowania, kominek plenerowy, punkt sprzedaży gastronomicznej i spożywczej oraz smażalnia ryb.
Do dyspozycji gości 50 metrowa zjeżdżalnia do wody, kajaki, rowery wodne, łodzie, molo, strzeżone kąpielisko, wypożyczalnia
rowerów górskich, boisko do piłki nożnej i siatkowej.
W okolicy oprócz atrakcyjnych i malowniczych ruiny zamków:
W Ogrodzieńcu, Bąkowcu, Mirowie, oraz zamku w Bobolicach można udać się jeszcze do
Punktów widokowych:
Góra Zborów, Góra Kołczek, Okiennik Duży, Łysak
Zwiedzić jaskinie:
Głęboka w Kruczych Skałach, Wielkanocna, Piaskowa, Wielka Studnia Szpotowców
A dla miłośników wspinaczki też się znajdą takie miejsca:
W Górze Apteka: Ruskie Skały, Wiszące Ogrody
W Górze Sulmów: Biblioteka, Turnia Motocyklistów, Apteka, Góra Popielowa-Jastrzębnik,
Góra Słupsko: Wielbłąd Kostkowicki
Góra Kołczek: Góra Okrętu: Dziewice, Tata, Mama, Trzy Córki
Głowa Cukru, Góra Zborów, Turnia Bocheńska, Sfinks
Skały Morski: Gips Góra Lężec, Skała Tygrysów, Okiennik Duży
A nad samym zalewem nie tylko można korzystać z kąpieli wodnych i słonecznych, ale jest tu też raj dla miłośników wędkowania.

Życzymy miłego wypoczynku i zwiedzania tych mało znanych turystycznych terenów Polski.
Do zobaczenia na trasie.
Redakcja "Świata Campera".


Powrót do treści | Wróć do menu głównego